Cookies Ta strona używa plików cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia zindywidualizowanych usług oraz tworzenia statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia w opcjach Twojej przeglądarki. Więcej informacji. Zamknij
Sacrum Profanum Festiwal

Riposta elektrycznymi brzmieniami - dzień czwarty

2018-09-15

Zwróciło moją uwagę prawykonanie kompozycji Liny Järnegard Don’t Say a Word. To dynamiczny monolog solistki, z którego do widowni docierają tylko barwne fonemy, ripostowane elektronicznymi uderzeniami – wewnętrznie zróżnicowana i wysubtelniona rzecz – pisze o kolejnym dniu festiwalu, specjalnie dla jego uczestników Adam Suprynowicz, dziennikarz Polskie Radia.


Sacrum Profanum 2018 – dzień czwarty

Piątkowy wieczór znów kontrastowy. Szwedzki zespół GGR Betong gra noise, często dokonując opracowań cudzych utworów; podczas koncertu w Małopolskim Ogrodzie Kultury zabrzmiała między innymi klasyczna kompozycja w tym gatunku, Bottoms Up 1 Pauline Oliveros z 1966 roku. Zarówno jej utwór, jak i utwory Tetsuo Furudate czy Zbigniewa Karkowskiego (od jego Doing By Not Doing zaczęła się cała historia grupy) trudno chwilami rozpoznać w tych nowych wykonaniach. GGR Betong gra z dyrygentem, częściowo na instrumentach akustycznych, w składzie jest także wokalistka. Ich wersje są mocno wewnętrznie zróżnicowane; pozostaje duch oryginałów, lecz wiele autorskich detali zastępowanych jest innymi rozwiązaniami. Zwróciło moją uwagę prawykonanie kompozycji Liny Järnegard Don’t Say a Word. To dynamiczny monolog solistki, z którego do widowni docierają tylko barwne fonemy, ripostowane elektronicznymi uderzeniami – wewnętrznie zróżnicowana i wysubtelniona rzecz. Nieco mocniej zabrzmiała Kragraga Ruty Vitkauskaite, partytura graficzna złożona między innymi z kolorowych pejzaży. Mocny finał koncertu stanowiła monumentalna kompozycja The Great Silence Lassego Marhauga, chyba najbardziej konsekwentny i efektowny punkt programu.

Ale miało być o kontraście. Obok utworu Pauline Oliveros na festiwal wróciła także muzyka Éliane Radigue. Nestorka francuskiej elektroniki komponowaniem utworów instrumentalnych zajęła się późno – i w tych pracach wyraźne jest doświadczenie studia, potężna potrzeba kontroli nad jakością przekazywanego dźwięku. Tym razem usłyszeliśmy jej Elemental II, utwór na gitarę basową solo, napisany dla Kaspra T. Toeplitza. Kolejne części tego niespełna pięćdziesięciominutowego dzieła, przechodzące w siebie płynnie, noszą tytuły odpowiadające nazwom pięciu żywiołów: ziemi, wody, ognia, powietrza i eteru. Tak prosta programowość spłycałaby jednak doświadczenie długich, dronowych, wewnętrznie niezwykle zróżnicowanych brzmień, które zaplanowała Radigue. Gitara pobudzana jest tutaj na różne sposoby: dłonią, smyczkiem, metalowym zmywakiem do naczyń – wszystko bardzo powoli, w wielominutowych sekwencjach, podczas których dźwięk rozwarstwia się, iryzuje w świadomości słuchacza. Przy takim obcowaniu ze statycznym brzmieniem poddawanym bardzo drobnym zmianom proporcji alikwotów czy mikrotonowym przesunięciom, łatwo o pareidolię, czyli wyobrażenie czegoś znajomego: melodii albo głosu... Takich zjawisk doświadczyłem dzięki prawdziwie zachwycającej, skupionej, poetycznej grze Kaspra T. Toeplitza. Siedzieliśmy wokół artysty, który po zakończeniu utworu wstał, odszedł, zniknął w ciemności. Jak Elemental II, zjawisko dźwiękowe, które przecież słyszeliśmy, a nagle – już go nie ma. Czy to wszystko zdarzyło się naprawdę?

Adam Suprynowicz (Polskie Radio)