Cookies Ta strona używa plików cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia zindywidualizowanych usług oraz tworzenia statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia w opcjach Twojej przeglądarki. Więcej informacji. Zamknij
Sacrum Profanum Festiwal

Tańcząc z Gorgonami

2018-08-10

Dominik Strycharski zmierzy się jednego wieczora z dwoma mitami. Pierwszy to grecka opowieść o Gorgonach, namiętności Meduzy i Posejdona; drugi – to polski sonoryzm, postawa kompozytorska z lat 60. w tym wypadku reprezentowana przez Witolda Szalonka. Wokół obu narosło sporo interpretacji
i nieporozumień. Mitologia antyczna stanowiła żywo bijące źródło inspiracji dla kompozytorów, szczególnie barokowych i XX-wiecznych. Jednak na przestrzeni wieków oryginalne opowieści często ulegały przekształceniom pod wpływem bieżących potrzeb. Finał tułaczki Odyseusza posłużył Claudio Monteverdiemu do pokazania intryg dworskich i melodramatu omyłek; milcząca Eurydyka z XVII-wiecznych librett skłoniła Andrzeja Kwiecińskiego do oddania jej głosu. Także postać Meduzy uległa takim metamorfozom, o czym wspomina Szalonek – autor całej trylogii poświęconych jej utworów, z których finałowym jest Głowa Meduzy (1992).

Kompozycja powinna być rozumiana jako swego rodzaju psychologiczny portret Meduzy ujęty w muzyczną formę ballady. W starogreckiej mitologii Meduza – jedyna śmiertelna spośród trzech Gorgon – przedstawiana jest jako kobiece, wielką urodą obdarzone, latające stworzenie. Jako takie była Meduza wielką miłością Posejdona i ze związku z nim urodziła Pegaza (symbol sztuki!). Jednakże – o nieszczęsna! – naraziła się Atenie, zajmując przed nią pierwsze miejsce w konkursie piękności włosów. Atena (bogini Mądrości!), mszcząc się, zamieniła jej przepiękne włosy
w jadowite węże oraz obdarzyła Meduzę wzrokiem zamieniającym w kamień wszystko żywe, na co spojrzała! W postaci takiego kobiecego potwora jest nam Meduza dzisiaj najbardziej znana: jakże okrutnie Los się z nią obszedł! W naszej balladzie Meduza – zanim sapiąc, dysząc i krzycząc stoczy śmiertelny bój z Perseuszem, zakończony jej dekapitacją – opiewa szczęśliwe czasy, kiedy kochała
i była kochana. (za: https://culture.pl/pl/dzielo/witold-szalonek-posejdon-i-meduza-i-inne-utwory)

Szalonek zasłynął w historii polskiej (i nie tylko!) muzyki współczesnej „odkryciem” techniki multifonicznej na instrumentach dętych. Pozwalała ona na jednoczesne wybrzmiewanie kilku dźwięków i niespotykane dotąd kombinacje barwowe. W przypadku utworów na instrument typowo monodyczny – jak flet w C w Głowie meduzy – kompozytor często mnożył obsadę. Ów utwór o Gorgonie może być więc wykonany na jeden albo nawet i dwa lub trzy flety,  z których te dodatkowe mogą zabrzmieć zarówno na żywo, jak i z uprzedniego nagrania lub live electronics. Kluczem jest tu pogłos i echo, które Szalonek wiązał z żywiołem, w jakim żyją mitologiczne istoty. O ograniczeniach instrumentu, realizującego tylko jedną linię melodyczną, dobrze wie Strycharski, który swoją twórczość związał z fletem prostym. To muzyk holistyczny, skaczący między różnymi światami, od noise’u i punka, przez improwizację i jazz, po sonoryzm i klasykę. W Krakowie ponownie zmierzy się z dorobkiem polskiej szkoły kompozytorskiej w Duchu Meduzy, którą rozpracowywał już m.in. w cyklu Awangarda na ucho w Warszawie. Tak wspominał swoją ówczesną kreację:

Me Du(S)za nawiązuje do tryptyku „antycznego” Szalonka, nie tylko nazwą – tytułową Meduzą – ale też treścią. Szalonek czerpał z tradycji śródziemnomorskiej – mitologii, archetypów i skojarzeń. Odnoszę się do pieśni fletów zawartych w jego utworach: Głowa meduzy I i II, Meduzy sen o pegazie I i II oraz Posejdon i meduza. Chciałem wydobyć z nich pewnego rodzaju dźwiękowy obraz. Wyeksponować konkretną treść muzyczną. Podkreślam dwoistość Meduzy – z jednej strony jej delikatną, prześwitującą i glutowatą tkankę, z drugiej agresywną, raniącą naturę. (…) Flet w moim utworze ulega transformacji. Na koncercie przekształcał się elektronicznie na żywo, przed publicznością. Nie było tam ani jednego elementu wcześniej nagranego. Towarzysząca mu elektronika stopniowo tworzyła potwora, który wyraźnie kontrastował z symboliczną łagodnością fletu.
(za: http://glissando.pl/wywiady/dominik-strycharski-rozmowa)

Pozornie instrument skromny i delikatny, w tym prologu do festiwalu Sacrum Profanum flet prosty pokaże swą drapieżną stronę. Dominik Strycharski jak nikt inny potrafi energetycznie, a nieraz brutalnie, rozprawić się nawet z tak bezlitosnymi stworzeniami, jak tytułowa Meduza. Jednak zarówno w programowym utworze Witolda Szalonka, jak i w Duchu Meduzy nie mniej istotna będzie bukoliczna natura fletu, którą ów zawdzięcza antykowi.
W przeciwieństwie do wielu rówieśników i młodszych kolegów, śląski kompozytor mieszkający potem w Berlinie nigdy nie zrezygnował z poszukiwania nowych brzmień. A że Strycharski łączy się z nim w radykalizmie i otwartości, zapowiada się fascynujący dialog.

 

Tekst napisany przez Jana Topolskiego na zamówienie festiwalu Sacrum Profanum