Cookies Ta strona używa plików cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia zindywidualizowanych usług oraz tworzenia statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia w opcjach Twojej przeglądarki. Więcej informacji. Zamknij
Sacrum Profanum Festiwal

Dominujący wątek jazzowy - dzień siódmy

2018-09-18

Udało się zorganizować tygodniową imprezę, w której kobiet-twórczyń było niemal tyle samo, co mężczyzn. Nie zauważyłem, żeby przyniosło to uszczerbek poziomowi artystycznemu, za to częściej stawała się słyszalna różnorodność głosów – pisze, już po raz ostatni, Adam Suprynowicz – dziennikarz Polskiego Radia. Zapraszamy do lektury ostatniej relacji z 16. Sacrum Profanum.

Sacrum Profanum 2018 – dzień siódmy

Ostatni dzień festiwalu. Dużo się wydarzyło przez ostatni tydzień – trochę udało mi się opowiedzieć w tych gorących relacjach spisywanych późnymi wieczorami. Jeszcze ostatni koncert, z udziałem znakomitego Arditti Quartet, legendy wykonawstwa muzyki współczesnej. Muzyków zaproszono do zagrania utworów polskich twórców. Nie wiem, czy zespół zamierza zrobić z tego programu płytę, ale z pewnością nie byłaby ona zła. Wprawdzie w V Kwartecie Hanny Kulenty zabrakło mi trochę delikatności, nieco bardziej oszlifowanego brzmienia wirujących figur, ale może to być wina nagłośnienia, z którym grali muzycy, a które wydobywa czasem ze smyczków efekty brzmieniowe niesłyszalne przy grze akustycznej. Za to Pluriel Romana Haubenstocka-Ramatiego przy całej swojej awangardowości wydał się wręcz liryczny, delikatny. Utrzymany w ściszonej dynamice, stanowił pięknie zakomponowaną całość, co do pewnego stopnia jest zasługą muzyków. Utwór ma formę mobilu, do nich należały więc niektóre decyzje formalne. Nowa kompozycja Jagody Szmytki means of transport okazała się krótka i zwarta, a kwartetowi udało się trzymać ścisłą relację z krótkimi wtrętami elektronicznymi. Po niej zabrzmiało tradycyjne w najlepszym sensie, skrzypcowe Solo Elżbiety Sikory, a następnie VII Kwartet smyczkowy Bogusława Schaeffera – kolażowy w charakterze, wewnętrznie skontrastowany, wieloczęściowy. Muzycy zagrali go wirtuozowsko, z wielkim zaangażowaniem, które włożyli również w interpretację II Kwartetu smyczkowego „Transgressio” Barbary Buczek. Ten ostatni utwór zafascynował ich podobno swoją złożonością, nowymi technikami wykonawczymi, zamierzają więc grać go jeszcze w przyszłości. I o to właśnie chodziło.

Ten nasycony tydzień pokazał, że prace nad formułą festiwalu prowadzone w ostatnich latach przynoszą ciekawe efekty, wprowadzono też pewne modyfikacje po doświadczeniach roku ubiegłego (np. krótsze koncerty). Dominujący tym razem wątek jazzowy wydał mi się ciekawszy od ubiegłorocznej różnorodności, bo bardziej precyzyjnie pokazał pole, na którym granica z muzyką komponowaną zatarła się już prawie całkowicie. Nie mniej ważna okazała się także inna kwestia. Otóż udało się zorganizować tygodniową imprezę, w której kobiet-twórczyń było niemal tyle samo, co mężczyzn. Nie zauważyłem, żeby przyniosło to uszczerbek poziomowi artystycznemu, za to częściej stawała się słyszalna różnorodność głosów. Wobec stulecia odzyskania praw obywatelskich przez polskie kobiety, to bardzo ważne. Oby tak już zostało.

Adam Suprynowicz (Polskie Radio)