Cookies Ta strona używa plików cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia zindywidualizowanych usług oraz tworzenia statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia w opcjach Twojej przeglądarki. Więcej informacji. Zamknij
Sacrum Profanum Festiwal

#17 Sacrum Profanum: Spotkanie brzmień różnych

2019-09-29
Drugi dzień Festiwalu Sacrum Profanum 2019 był połączeniem rozmaitych pomysłów kompozytorskich i sposobów wykorzystania instrumentów. Dwa kwartety – fortepianowo-perkusyjny Kwadrofonik i smyczkowy Apartment House weszły w dialog z elektroniką.

Kwadrofonik po raz pierwszy znalazł się wśród artystów występujących na Sacrum Profanum i to od razu z dwoma prawykonaniami utworów specjalnie dla tego kwartetu zamówionych przez festiwal. Zanim jednak usłyszeliśmy światowe nowości, swoje polskie prawykonanie miało We called it utopia Laure’go M. Hiendla. Muzycy przerzucali się dźwiękami, tworząc punktualistyczą, barwną sieć (brzmiącą stosunkowo klasycznie), w którą stopniowo coraz mocniej ingerowała elektronika. Jak twierdzi kompozytor, to właśnie ona „stanowi portal dla instrumentu, przenoszący go do innej kategorii i zmieniający jego możliwości”. Jej pojawienie się, wniknięcie w strukturę dźwięku, zabrudzenie go, co początkowo wydawać by się mogło brutalną ingerencją w to, co klasyczne, dało początek nowej jakości, ukazało ewolucję relacji od wrogiej do symbiotycznej, spajającej dawne z nowym.

Three Lines of Flight Patricka Higginsa, pierwsze tego wieczoru zamówienie festiwalu, wymagało od muzyków sporej wytrwałości i pewności gry. Rozmaite pomysły kompozytorskie znalazły miejsce na przestrzeni tego trzyczęściowego utworu – uparcie powtarzane motywy, wielokrotne repetycje i natarczywe unisona pozwalały słuchaczowi przyzwyczaić się do statyczności, by za chwilę wybić go z jednorodnego pulsu to synkopą, to nieoczekiwaną serią pauz generalnych. Statyczne lub lekko kołyszące się plamy dźwiękowe, którym barw dodawały pojedynczo wtrącane dźwięki, zderzały się z odcinkami ostrych, punktowych brzmień fortepianów i perkusji. Nienasyconych muzyką Higginsa zapraszam trzeciego dnia festiwalu do Cricoteki, gdzie kompozytora będzie można usłyszeć w roli wykonawcy.

Słowo „noise” w tytule utworu Angéliki Castelló mogło zawieść entuzjastów przenikliwych, fizycznie bolesnych brzmień, którzy po prawykonywanym utworze (drugie zamówienie festiwalu) takich się spodziewali. Bodies of Noise, choć rozpoczęty pompatycznie, był zdecydowanie bardziej nostalgiczny i kojący niż agresywny. „Znajduję słowa, teksty, wydarzenia z mojego życia, historie, sny i marzenia…” – tak opisuje utwór Castelló. Rozmaite dzwonki i grzechotki, harmonijki ustne i bębny, w końcu odtworzone odgłosy natury budziły skojarzenia z meksykańskim krajobrazem. Wszystkie te elementy stworzyły różnorodną, a jednak spójną, rytmicznie pulsującą strukturę.

Kameralny koncert Apartment House był jednym z czterech programów, które powstają w ramach rezydencji artystycznej Antona Lukoszevieze. Zabrzmiało sześć utworów, z których każdy osadzony był w innym pomyśle muzycznym. W Oscillum Egidiji Medekšaitė, napisanym specjalnie dla Lukoszevieze, uporczywe sul ponticello wiolonczeli płynnie łączyło się w dialogu z gęstym, jednorodnym, niepokojącym brzmieniem elektroniki na wzór splotów nici w tkaninach, które inspirowały kompozytorkę. W mikrotonalnym Canon Super Slendro Rytis Mažulis postawił na eksplorowanie potencjału harmonicznego, jaki dają instrumenty nierównomiernie temperowane. Stojące akordy, bolesne dla uszu przyzwyczajonych do rezonujących alikwotami brzmień, były podkolorowane przez szorstkie, nagłośnione odgłosy osiadającej na strunach kalafonii. Ukłonem w kierunku starszej generacji kompozytorów było przypomnienie Fluorescences Antanasa Rekašiusa z 1981 roku, w którym w znaczącej części klasycznie brzmiąca i melodyczna wiolonczela dialogowała z syntezatorem. Krótkie klatki muzycznych pomysłów stanowiły pole do sonorystycznych eksperymentów, w których, niczym podczas wyścigu, raz tradycyjny instrument przełamywał swoje klasyczne brzmienia, to znów elektronika podejmowała próby nawiązania do artykulacji fortepianu. Utwór Juliusa Aglinskasa pod romantycznie sugestywnym tytułem "..." był odskocznią od obecnego na festiwalu noise’u i drapieżnych eksperymentów – współbrzmienia alikwotów, szerokie frazy i gęsta faktura podkręcone były przez syntezator. Dedykowany amerykańskiemu kompozytorowi i puzoniście Homage to Philip Corner Jurgisa Mačiūnasa wymagał od wykonawców sporej koordynacji ruchowej – gra na własnym instrumencie przeplatana imitacją dźwięków puzonu jest żartem, który stale bawi od 1962 roku. Po tych przyjaznych utworach fala Karkowskiego wymagała zupełnej zmiany słuchania – tym razem zabrzmiał powstały we współpracy z Apartment House Field. Wspólnie tworzony hałas napierał niczym odgłosy na polu bitwy. Ściana brzmienia powstała z zespołowego wysiłku – bo zdecydowanie fizycznego wysiłku wymaga kilkanaście minut gry pełnym dźwiękiem – w którym wybijały się odgłosy niczym z karabinu maszynowego.

Podczas sobotnich koncertów każdy mógł znaleźć coś szczególnie ujmującego. Być może pogwizdywanie u Castelló lub liryzm "..." Aglinskasa? Żartobliwy utwór Mačiūnasa? Może boleśnie nęcący dyskomfort Karkowskiego? I tych, którzy już znaleźli, i tych, którzy wciąż szukają, zapraszamy na kolejne festiwalowe koncerty.

Maryla Zając dla festiwalu Sacrum Profanum