Cookies Ta strona używa plików cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia zindywidualizowanych usług oraz tworzenia statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia w opcjach Twojej przeglądarki. Więcej informacji. Zamknij
Sacrum Profanum Festiwal

#17 Sacrum Profanum: Intelekt i techno

2019-10-04
Mimo że na tegoroczne Sacrum Profanum zamówiono aż 10 utworów, w programie znalazło się także miejsce na przypomnienie (lub nawet pierwsze wykonanie) utworów nieco starszych. Klimat retro czuć było podczas solowego koncertu pianisty (i matematyka) Reinholda Friedla, znanego festiwalowej publiczności z poprzednich edycji Sacrum Profanum, podczas których występował ze swoim zespołem Zeitkratzer.

Przestrzeni do zabawy dźwiękiem miał sporo – spektrum utworów rozciągało się od tych powstałych w latach 50. ubiegłego stulecia, aż po kompozycje z drugiej dekady XXI wieku. Każdy z nich przeznaczony był na fortepian preparowany, na którym gra nie raz przypominała próbę wytrzymałości instrumentu. Aleatoryzm w The Spaces³ Laurie Schwartz uchylał furtkę wyobraźni, jednak to graficzne partytury Romana Haubenstocka-Ramatiego prosiły o puszczenie wodzy interpretacyjnej fantazji. Tarcie o struny instrumentu w jego Studie in Form (dopiero teraz odbyła się światowa premiera utworu z 1954 roku) dawało iskrzący efekt dźwięczącego szkła kieliszków pocieranych palcem, a przesuwanie prętem po strunach w Catch 2 brzmiało jak skwierczenie, na które nakładane były rozmaite dodatkowe efekty. Z kolei delikatnie naciskane klawisze walczyły o uwagę słuchaczy z nagłymi, agresywnymi uderzeniami w struny w The Spaces³ Schwartz.

Klavier Utopie Any-Marii Avram było spójnym, choć brutalnym dialogiem fortepianu z taśmą, coraz głośniejszym i zacieklejszym z biegiem trwania utworu, który wymagał od Friedla mnóstwa energii – przy tej muzyce można się napocić. Nie zabrakło też Lucii Dlugoszewski – tym razem zabrzmiał Early Floating. Jak zaskakująca dla ucha była gra na klawiszach fortepianu po wcześniejszych kilkunastu minutach szarpania i bicia w struny, jak niecodziennie brzmiała dokładnie zapisana w partyturze muzyka! Migotliwe motywy nagle się urywały, a delikatny dotyk strun miękkimi pałkami koił przyzwyczajone do hałasu uszy. Podobnie falowały muzyczne zdarzenia w An American Dream Mario Bertonciniego, które wydarzały się na tle miarowo świszczących strun. Choć w dedykacji dla Klausa Billinga stoi, że utwór jest „kartką z albumu, która ma być grana i słuchana przez tę samą osobę, tylko jedną, w ciche niedzielne popołudnie”, dobrze było tłumnie oddać się subtelności tych brzmień.

Koncert Małych Instrumentów okazał się czystą zabawą. Metale Pawła Romańczuka trochę były performansem, zaproszeniem do słuchania i odkrywania dźwięków w codziennych przedmiotach. Zarówno zrytmizowane, punktowane motywy grane przez czwórkę wykonawców, jak i nieregularnie pojawiające się odgłosy metalowych, wymyślnych (choć może właśnie bardzo zwyczajnych?) instrumentów (przedmiotów?) rezonowały w ciele. W POWERBIT! Artura Zagajewskiego rap zastąpił śpiew. Kompozytor wybrał fragmenty z Innych ludzi Doroty Masłowskiej, przedstawiając krótką historię spełniania się marzenia bohatera (w którego rolę wcielił się Zagajewski) o nagrywaniu własnego utworu. Uporczywie powtarzany motyw grany na toy pianos, konstytuujący „zwrotki” „nagrywanej” piosenki, przedzielał tytułowy powerbit – chwytliwy, rytmiczny refren podbity brzemieniem syntezatora. Sąsiedztwo – hasło przewodnie festiwalu – było w recytowanym tekście soczyście wrogie i wulgarne, nastawione na konflikt na każdym możliwym polu, a w tym wszystkim zaczepne i nęcące. Aż szkoda, że impreza była zasiadana, bo mogłyby pójść wióry. Beaty rodem z lokalnego klubu techno też sąsiadują, jak widać, z sacrum intelektualnych zapisów partyturowych prezentowanych podczas poprzedniego koncertu.

Maryla Zając dla festiwalu Sacrum Profanum